Podobno słowa seks, miłość mają dużą moc przyciągania. I jest w tym sporo prawdy. Kiedyś pomiędzy mną, a innym użytkownikiem portalu społecznościowego, doszło do wymiany informacji dotyczącej kto ma ilu gości odnotowanych w statystykach. Owa osoba, po roku posiadania konta, miała nieco przekroczone 4500 osób, które zwiedziły jej bloga. moje konto miało wtedy dwa miesiące. Z porównania liczby gości, przy założeniu, że tempo wizyt nie ulegnie zmianie, można było przyjąć, że identyczną oglądalność zdobę w pół roku.
Mój blog zawierał oprócz zdjęć, teksty piosenek, które kiedyś pisałem. Według mojego rozmówcy, to one przyciągały gości na bloga. W innym wypadku, miałbym znacznie mniej gości na blogu. I aby mi to udowodnić, zostało założone jeszcze jedno konto z użytym wyrazem "miłość". Zgodnie z oczekiwaniami, konto stało się w miarę szybko popularne, mimo braku tekstów, czy ciekawych zdjęć. Ponieważ nie zaprzeczyłem takim twierdzeniom, uznałem że ów "eksperyment" miał inne zadanie niż udowadnianie mi czegokolwiek. W tym miejscu, prawdziwy cel działania zostawiam w spokoju, jako mniej istotny.
Spór na ten temat dawno ucichł, ale mnie nadal dręczyło pytanie o to, czy można magię tych słów czymś skutecznie zastąpić. Pytanie to, dręczyło mnie, bo uzyskanie zwiększonej ilości odwiedzin, poza wiadomymi skojarzeniami, niczego konkretnego dać nie mogło. Skoro uzyskanie popularności było istotne dla osoby prowadzącej bloga, a celu nie potrafiła w normalny sposób osiągnąć, to, zapragnąłem pokazać, że pierwszy etap - zdobycie zainteresowania, można osiągnąć bez pomocy tych "magicznych zaklęć".
W tym celu, usunąłem wszystkie teksty piosenek nawiązujących do miłości, rozstań, zdrady. Popularność mojego bloga nieznacznie zmalała, ale nadal był dość często odwiedzany. Ostatecznie udało mi się osiągnąć dość dużą oglądalność na blogu. Gdybym miał z tego tytułu zamiar odnosić korzyści, to mam otwartą drogę do podjęcia prób.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz