poniedziałek, 24 grudnia 2012

Czy gra się kończy?

Okres przedświąteczny przyniósł ze sobą kilka niemiłych dla mnie wydarzeń. Większość z nich, nie ma żadnego związku ze sytuacją o której tu cokolwiek nadmieniam. Jedyne co może być łącznikiem, to zbieżność w czasie. Jedno zdarzenie, może jakimś dziwnym trafem zahaczać pośrednio o poruszony tu temat. Drugie, "coś" odezwało się: pamiętaj o mnie, ja nie zapominam o tobie.

To już gorzej, kiedy ono o mnie pamięta. Ale niech sobie pamięta. Wygląda na to, że okres przedświąteczny przyniósł ze sobą trochę luzu w pewnych sprawach. Może na dłużej? No tego niestety nie wiem. Niezależnie od tego, o czym tu nadmieniłem, coś mi się wydaje, że mi się coś wydaje. A wydaje mi się, że jeszcze parę takich wpisów, przeczytanych przez tą samą grupę osób, doprowadzi tę grupę do zastanawiania się co zajadam, żeby tak niejasno pisać.

Na tytułowe pytanie, jeszcze odpowiedzi nie znam, choć możliwe, iż powinno nią być słowo tak. Niezależnie od czasu i sposobu zakończenia gry, mogę uznać, że nikt jej nie wygrał. Ani ja, ani grający przeciwko mnie. Nie ma też przegranych, bo nikt pokonany nie został. Nie istnieje sytuacja, którą mógłbym nazwać remisem. Bo nie może być mowy o równowadze. Nie ma podobieństwa do szachowego pata, gdyż każdy może jeszcze wykonać jakieś posunięcie. I jeśli fant zniknie, zniknie sens gry. I to już jest dość prawdopodobne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz