Wracam do domu. Z naprzeciwka nadjeżdża znajomy i pokazuje mi, że chce ze mną rozmawiać. Nie mam ochoty, bo się trochę spieszę, ale niech tam. Zawracam, podjeżdżam do niego. On wychodzi ze samochodu i opowiada, że w naszej klatce była policja. Że była awantura pomiędzy matką, a córką. I, że córka dzwoniła od niego na matkę na policję, bo matka rozbiła jej telefon. Z dalszego opowiadania, dowiaduję się jeszcze, jakie zarzuty córka stawia swojej matce.
Opowiadający mi o zdarzeniu, kupił bez zmrużenia oka wszystko to, co mu opowiedziano. Mało tego, bo był wyraźnie zadowolony z faktu, że tej matce grożą nieprzyjemności ze strony córki. I sprawa w sądzie. Mnie otrzymane informacje do niczego nie przekonują, bo telefon mogła córka rozbić sama i obciążyć tym matkę. A jak to było naprawdę, wiedzą tylko osoby obecne przy zajściu - rodzina.
Pomiędzy opowiadającym mi o zdarzeniu, a "awanturniczą" matką, są nieporozumienia. Polegają one na wzajemnym podejrzewaniu się o donosy mające zaszkodzić z załatwianiu urzędowych spraw. O tych podejrzeniach słyszałem od nich samych. Być może faktycznie próbują sobie szkodzić. Jednak faktem jest awantura. Nie wiem kto i dlaczego ją zaczął. I wiedzieć nie chcę. Nie moja to sprawa.
Gdybym musiał na ten temat cokolwiek powiedzieć, brzydko by na tym wypadły awanturujące się kobiety, ale lepiej nie wypadłby też opowiadający. Choćby dlatego, że nie należy się cieszyć z cudzego niepowodzenia. A awantura nim jest! Trzeba umieć oddzielić swoje nieporozumienia od cudzych, a nie wybierać to, co nadaje się do użycia przeciwko nielubianej osobie. Także wtedy, kiedy ta osoba jest nieprzyjazna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz