środa, 10 czerwca 2015

Miałem taki sen.

Miałem taki sen chyba pierwszy raz w życiu. Byłem na strychu w rodzinnym domu. Leżałem na sianie, gdy podeszła do mnie wiewiórka i zaczęła się tulić do mojej twarzy. Zupełnie tak, jakby mnie chciała pocałować. Tak jakoś po ludzku. Nie przypadło mi to do gustu, ale pozwalałem wiewiórce, by tuliła pyszczek do mojej twarzy.  Wiewiórka ze snu wydawała jakieś dźwięki, które potraktowałem jako prośbę, aby pójść za nią. Ona pokaże czego chce. I rzeczywiście mnie zaczęła prowadzić. Pokazała norę, z której sterczał ołówek. I ten ołówek zabrała ze sobą do tej nory. Pochyliłem się i zajrzałem w głąb. Ze zdumieniem patrzyłem na tunel wykonany w sianie, charakteryzujący się równiutkimi ściankami.
Wiewiórka znikła w tym prostopadłościennym tunelu wraz z ołówkiem. Pomyślałem sobie, że jedno z jej dzieci, ma talent do rysowania. I pewnie niedługo zobaczę jakiś rysunek. Gdy się przebudziłem ze snu, uśmiechnąłem się na samą myśl o wiewiórkach mieszkających w norach, w sianie i jeszcze do tego umiejących rysować. Zacząłem sobie wyobrażać, czym tłumaczono by mi znaczenie tego snu i jestem ciekawy, czy ktoś zechce zabawić się w wyjaśnienie sensu tego snu.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz