Coś mi się ostatnio przypomniało. Teraz już tego sprawdzić nie mogę. Mogę pogdybać, co by się stało, gdybym inaczej zareagował na denerwującą i niekorzystną dla mnie propozycję. Było coś, co by się dało podzielić sprawiedliwie, ale tak się nie stało. Przystanie na proponowany podział, spowodowałoby poniesienie przeze mnie strat w wariantach które rozpatrywałem. Teoretycznie liczyłoby się, że mam. Praktycznie nie mógłbym z tego korzystać, bez włożenia w to dużych pieniędzy. Odsprzedanie i trzymanie w takim stanie, w jakim to było, to także straty materialne.
Zakładam, że zrobiono to z wyrachowaniem. Gdybym wtedy dostał kasę za swoją część, mógłbym czegoś próbować. Próby mogłyby się zakończyć tak samo sukcesem jak porażką. Ale tej szansy mnie pozbawiono. Wtedy, nie przewidywano, że mogę być potrzebny i to bardzo potrzebny. Nie dało się przewidzieć kiedy i w jaki sposób do tego dojdzie. Doszło i teraz wracam sobie do gdybania.
Gdybym wtedy otrzymał swoją część, dzisiaj wyszłaby mi bokiem! I wypadałoby tolerować patrzenie na mnie, jak na wroga. Od takiej perspektywy, całkowicie uwolnić się nie mogę, ale przynajmniej w drobnym stopniu. Koszty tamtej intrygi i późniejszych pyskówek, w chwili obecnej już się pojawiły. Na razie, to są ich koszty. Jednak mogą dosięgnąć i mnie. Trzeba pogdybać, co się stanie, gdy będzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz