wtorek, 1 stycznia 2013

Czas nadchodzi

Nadchodzi czas wyjaśnienia kilku spraw. Minął niewygodny dla mnie świąteczny okres. Ile trzeba będzie czasu na pozbieranie się po idiotycznym świątecznym szale? Oczywiście mnie też, choć mnie nie nawiedziło. Jednak dotknęło mnie, ograniczając swobodę działania. Gdyby komuś przyszło do głowy twierdzić, że można wcześniej sobie to i owo zaplanować, przygotować i robić, to i tak niczego tym twierdzeniem nie udowodni.

To prawda, że można z odpowiednio dużym wyprzedzeniem do tego okresu się przygotowywać. Ale sam fakt, że potrzebne są takie dzialania, dowodzi ograniczeniu swobody, z powodu świąt. A jeśli jeszcze dojdą do tego jakieś nie dające się przewidzieć systuacje? To powstaje mniejszy, lub większy problem. Nie każdy jednakowo to odczuje, bo nie wszystkim jednakowo się przytrafi.

Ciekawy jestem, ile dni potrzebują inni na unormowanie sobie swoich spraw. Czy to potrwa około tygodnia, czy dłużej? Dwa tygodnie? Wydaje mi się, ze dwa tygodnie to górna granica i tyle może mi przyjdzie poczekać. Jeżeli się nie pojawi coś nowego nierozpoznanego, będę mógł okreslić coś, co mnie aktualnie interesuje jest jeszcze przede mną, czy już poza mną. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz