Już jest nowe rozdanie kart. Potasowano je pod stolikiem. Karta wyjściowa trafiła na stolik. Oczywiście bez licytacji. Ale mam czas do namysłu. Jestem tym, który położy swoją kartę na górze. Znam już styl gry, po położonych kartach na stół, w jakimś stopniu rozpoznam czym kto dysponuje. Wiem co kto ma już ugrane, a czego jeszcze nie ugrał. Wiem kto może z gry na jakiś czas wypaść.
Jakimś utrudnieniem gry jest możliwość włączenia się nowego gracza do tej gry. Kto to będzie, jak i czym zagra? W tym przypadku, musi wystarczyć na początek świadomość, iż taka możliwość istnieje. Po ostatnim moim zagraniu, teraz jest kolej na zagrywkę strony przeciwnej. Zobaczę jak się co zechce ułożyć.
Ale, po moim ostatnim zagraniu, trzeba będzie się zdecydować na jeden z przewidywanych wcześniej wariantów. Jest kilka możliwości, z których najbardziej wskazana jest ta, której bym nie chciał wybierać. Ale wybranie jednego chcianego wariantu, może zaowocować walką. I tutaj dochodzi do absurdalnej sytuacji.
Przyjmijmy, że jest coś do ugrania. Nazwijmy to coś fantem, żeby uniknąć podawania szczegółów. Są zbędne. Wartość czegoś mającego popyt, powodzenie, no nazwijmy to dużą popularnością, powinna być odpowiednio wysoka, ale tak nie jest! Ponieważ w grę wchodzi walka, której jedynym stuprocentowo pewnym rezultatem jest strata czasu! Mawiają, że czas to pieniądz. Od siebie dodam, że jeśli nie pieniądz, to niech przynajmniej przyjemnie upływa. A nie na użeraniu się z nawiedzonymi osobami. Szczególnie o fanty, które tracą swoją wartość w moich oczach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz